Pohl Frederic - Gateway Brama Do Gwiazd - Rozdzia� 07

Rozdzia� 7



    Le�� na materacu i nie czuj� si� lepiej. W sensie fizycznym. Niedawno przeszed�em operacj� i prawdopodobnie organizm nie wch�on�� jeszcze szw�w.
    - Rozmawiali�my o twojej pracy. Bob - przypomina mi Sigfrid. To do�� nudne. Ca�kiem jednak bezpieczne.
    - Nienawidzi�em tej pracy. Kt� zreszt� m�g�by lubi� kopalnie �ywno�ci?
    - Ale trzyma�e� si� tego. Nigdy nie pr�bowa�e� pracowa� gdzie indziej. Mog�e� chocia�by przerzuci� si� na ferm� morsk�. Szko�y te� nie sko�czy�e�.
    - Chcesz powiedzie�, �e zabrak�o mi inwencji?
    - Niczego nie sugeruj�. Bob. Pytam si� tylko, co czujesz.
    - W pewnym sensie masz racj�. My�la�em o tym, �eby co� zmieni�. Nawet bardzo du�o o tym my�la�em - m�wi� przypominaj�c sobie te cudowne dni z Sylwi�. Pami�tam, jak pewnej styczniowej nocy siedzieli�my w kabinie stoj�cego na ziemi szybowca - nie mieli�my zreszt� gdzie si� podzia� - i rozmawiali�my o przysz�o�ci. Co chcieliby�my robi�? Jak przezwyci�y� los? Wed�ug mnie, nie by�o w tym nic, co mog�oby zainteresowa� Sigfrida. O Sylwii powiedzia�em mu ju� wszystko. W ko�cu wysz�a za jakiego� udzia�owca, zreszt� zerwali�my ze sob� d�ugo przedtem. - Przypuszczam - m�wi� bior�c si� w gar�� i pr�buj�c wykorzysta� to spotkanie do maksimum - �e odczuwa�em pragnienie �mierci.
    - Wola�bym Bob, �eby� nie u�ywa� termin�w psychiatrycznych.
    - Ale rozumiesz, o co mi chodzi. Zdawa�em sobie spraw�, �e czas up�ywa. Im d�u�ej pracowa�em w kopalni, tym trudniej by�o mi si� z niej wyrwa�. Nic lepszego jednak si� nie trafia�o. By�y te� i inne sprawy, kt�re mnie tam trzyma�y. Moja dziewczyna Sylwia. Matka, kiedy jeszcze �y�a. Przyjaciele. A nawet rozrywki. Chocia�by szybownictwo. Wspaniale jest znale�� si� ponad wzg�rzami, a z dostatecznie du�ej wysoko�ci Wyoming nie wygl�da wcale tak �le i nie czu� prawie smrodu ropy.
    - Wspomnia�e� o Sylwii. Dobrze si� rozumieli�cie?
    Zawaha�em si� masuj�c brzuch. Tkwi�o tam prawie p� metra nowych jelit. Kosztowa�y maj�tek i czasami mia�em wra�enie, �e poprzedni w�a�ciciel domaga si� ich z powrotem. Kim on m�g� by�? Czy te� ona? Jak umar�? I czy rzeczywi�cie umar�? A mo�e te� �yje w takiej biedzie, �e sprzedaje kawa�ki swego cia�a, podobno robi� tak pi�kne dziewczyny z kszta�tnymi piersiami lub uszami.
    - Bob, czy �atwo nawi�zywa�e� znajomo�ci z kobietami?
    - Teraz tak.
    - Nie chodzi mi o teraz. Wspomina�e� - jak mi si� wydaje - �e jako dziecko z trudem zawiera�e� przyja�nie.
    - A kto je wtedy �atwo zawiera?
    - Je�eli dobrze rozumiem pytanie, Robbie, to chcia�by� wiedzie�, czy pami�ta si� dzieci�stwo jako doskonale szcz�liwe i �atwe do�wiadczenie. Oczywi�cie odpowied� brzmi "nie". Ale s� ludzie, kt�rzy bardziej od innych przenosz� konsekwencje dzieci�stwa na swoje doros�e �ycie.
    - Aha. Si�gaj�c my�l� w przesz�o�� s�dz�, �e troch� si� jednak ba�em mojej grupy r�wie�niczej - och, przepraszam ci�, Sigfrid, chcia�em powiedzie� "innych dzieci". Zna�y si� wszystkie. Bezustannie mia�y swoje sekrety. Wsp�lne zabawy. Zainteresowania. A ja by�em sam.
    - Czy jeste� jedynakiem, Robbie?
    - Wiesz dobrze, �e tak. W�a�nie, mo�e to dlatego. Oboje rodzice pracowali, i nie lubili, gdy bawi�em si� w pobli�u kopalni. M�wili, �e to niebezpieczne. Tam rzeczywi�cie nie by�o bezpiecznie dla dzieci. Mog�e� si� skaleczy� przy maszynach, mog�a ci� zasypa� ha�da, mog�e� si� otru� gazem. Du�o wi�c przebywa�em w domu, ogl�da�em filmy, s�ucha�em kaset, i jad�em. By�em grubym dzieckiem. Uwielbia�em rzeczy pe�ne skrobi i cukru, z du�� ilo�ci� kalorii. Rodzice rozpieszczali mnie kupuj�c wi�cej jedzenia ni� trzeba.
    Nadal lubi� by� rozpieszczany. Teraz jem lepsze rzeczy, nie tak tucz�ce,



507 IRRAY .DOJRZA�O��. GOTO * M88 26,830 508 ,C, mo�e dojrza�o�� polega na tym, �e chce 26,835 si� tego, czego si� samemu chce, a nie tego, co 26,840 inni ci ka�� chcie� 26,845 511 XTERNALS @ IF @ GOTO 26,850 512 ,S, mo�e sigfrid, m�j ty kochany bo�ku z bla 26,855 chy, ale ja czuj� dojrza�o�� jako �mier� 26,860



ale te� i tysi�c razy dro�sze. Na przyk�ad prawdziwy kawior. Nawet cz�sto. Otrzymujemy go z akwarium w Galveston. Pij� prawdziwego szampana i jem mas�o... - Pami�tam, jak le�a�em w ��eczku - m�wi�. - Musia�em by� bardzo ma�y, mia�em mo�e ze trzy lata. Bawi�em si� z misiem gadu��. K�ad�em go obok siebie, on opowiada� mi historyjki, a ja k�u�em go o��wkiem i pr�bowa�em oberwa� uszy. Uwielbia�em takie zabawy, Sigfrid.
    Przerywam, a Sigfrid natychmiast podejmuje temat na nowo. - Dlaczego p�aczesz, Robbie?
    - Nie wiem -wrzeszcz�, a �zy sp�ywaj� mi po twarzy. Spogl�dam na zegarek: zielone cyferki skacz� i zamazuj� si� w zamglonych przez p�acz oczach. - Ojej - zagaduj� go siadaj�c na materacu, �zy wci�� p�yn� mi po twarzy, cho� ju� nie tak obficie. - Musz� ju� i��. Um�wi�em si�. Na imi� ma Tania. Pi�kna dziewczyna. Jak marzenie. Uwielbia Mendelsohna i r�e. Chcia�bym jej kupi� kilka tych pi�knych ciemnoniebieskich kwiat�w, kt�re pasuj� do jej oczu.
    - R�b, zosta�o nam jeszcze prawie dziesi�� minut.
    - Wynagrodzimy sobie to nast�pnym razem. - Wiem, �e to niemo�liwe, dodaj� wi�c szybko: - Potrzebuj� skorzysta� z toalety.
    - Czy chcesz wydali� swoje uczucia?
    - Nie b�d� taki m�dry. Wiem, co chcesz powiedzie�. Wygl�da to na typowy mechanizm przemieszczenia.
    - R�b!
    - W porz�dku. My�lisz, �e si� wycofuj�? Ale ja naprawd� musz� ju� i��. Najpierw do toalety. A potem do kwiaciarni. Tania to co� ekstra.
    Jest wspania�a. Nie chodzi mi teraz o seks, cho� i w tym jest niez�a. Potrafi z... Potrafi...
    - R�b! Co chcia�e� powiedzie�?
    Wci�gam powietrze i udaje mi si� wykrztusi�: - Jest cudowna w mi�o�ci francuskiej.
    - R�b?
    Rozpoznaj� ten ton. Sigfrid dysponuje sporym repertuarem intonacji, ale cz�� z nich nauczy�em si� ju� identyfikowa�. Wydaje mu si�, �e jest na jakim� tropie.
    - Co?
    - Bob, jak ty to nazywasz, kiedy kobieta robi to ustami?
    - Chryste, Sigfrid, co to za g�upia gra?
    - Jak ty to nazywasz? - powtarza.
    - Sam dobrze wiesz.
    - Prosz� ci�. Bob. Powiedz mi, jak to nazywasz.
    - Na przyk�ad, �e mi go ssie.
    - A jak inaczej?
    - Jest ca�e mn�stwo okre�le�. Chocia�by "bra� w buzi�". Wydaje mi si�, �e s�ysza�em tysi�ce innych.
    - Jakich?
    M�j gniew i b�l wzrastaj� i nagle mam ju� tego wszystkiego do��. - Sko�cz ju� t� pieprzon� zabaw� - m�wi�. Bol� mnie kiszki i boj� si�, �e zer�n� si� w majtki. Tak jakbym znowu by� dzieckiem. - O Bo�e, Sigfrid! Kiedy by�em ma�ym ch�opcem, rozmawia�em ze swoim misiem. Teraz mam czterdzie�ci pi�� lat i znowu rozmawiam z g�upi� maszyn�, jakby by�a �ywa!
    - Ale jest na to jeszcze inne okre�lenie, prawda. Bob?
    - Jest ich tysi�ce! Kt�re wolisz?
    - To, kt�rego nie doko�czy�e�. Prosz�, doko�cz teraz. S�owo to ma na pewno specjalne znaczenie dla ciebie, skoro nie mo�esz go nawet wypowiedzie�.
    Przewracam si� z powrotem na materac i teraz ju� naprawd� p�acz�.
    - Prosz� ci�. Bob. Co to za s�owo?
    - A niech ci� diabli, Sigfrid. Zej��. To w�a�nie to. Zej��, zej��, zej��.



Strona g��wna     Indeks